Wybierając się nad Bug należy być zaopatrzonym w niemały
arsenał przynęt. Rzeka ta jest bowiem tak urozmaicona i oferuje nam
tyle gatunków ryb, że przy połowach śmiało można się nastawić na konkretne
zdobycze. Wybierać możemy spośród: sumów, sandaczy, szczupaków, boleni,
okoni, jazi i jeszcze wielu innych, a wszystko to w wodzie której
głębokość waha się od 0,5m do nawet 8 metrów. W niektórych miejscach,
brodząc w woderach, można prawie przejść na stronę białoruską, jednak
patrolujące teren służby graniczne na pewno szybko wybiją nam z głowy
ten pomysł. Skupmy się lepiej na rybach, a jeśli koniecznie chcemy
znaleźć się po drugiej stronie granicy, to przekroczmy ją na znajdującym
się nieopodal przejściu w Kukurykach .
Do folkloru należy zaliczyć połowy ryb w ogromne podrywki. Dzieje
się tak po obu stronach granicy.
Jeśli ktoś nie ma ograniczeń czasowych, to pobyt nad Bugiem w okolicach
wsi Neple najlepiej jest rozplanować na dwa dni. Na miejscu mamy możliwość
zakwaterowania się w ośrodku wypoczynkowym lub pobliskiej kwaterze
agroturystycznej. Ceny są bardzo przystępne i na pewno nie nadwerężą
niczyjego budżetu.

Połowy można zacząć już od znajdującej się tuz przy ośrodku rzeki
Krzny, będącej dopływem Bugu. Tu króluje szczupak i jeszcze raz szczupak.
Najlepiej jest trafić na niski stan wody, wtedy gromadzi się on na
głębszych zakrętach w miejscach z ciemnym, mulistym dnem. Kierownik
ośrodka zdradził dyskretnie, że najlepszy na tutejsze zębacze, jest
duży biały ripper z czerwonym grzbietem. Podobno w pobliskim sklepie
wędkarskim, takie przynęty sprzedawane są jedynie spod lady.
Pierwszego dnia będziemy schodzić w dół rzeki, w stronę wsi Krzyczew.
Po przedarciu się przez krzaki otaczające dość gęsto końcowy odcinek
Krzny, naszym oczom ukaże się ogrom Bugu. Nie można go co prawda porównywać
z odcinkiem Bugo- Narwi, na wysokości Zalewu Zegrzyńskiego, lecz i
tak robi niesamowite wrażenie. Witają nas oczkujące jazie, które zbierają
z powierzchni wody owady oraz bolenie, które uganiają się za stadami
uklei.
Po stronie polskiej brzegi opadają bardzo stromo, w wodzi widać wiele
konarów drzew, które niegdyś osunęły się i zostały zatopione. Pomiędzy
nimi czają się spore szczupaki. Bug jest tu szeroki, lecz wcale przez
to nie płytszy. Woda płynie wolno, a przynętą bardzo ciężko jest wyczuć
dno. Miejscami brzeg jest usłany skorupkami malutkich małż, a dno
przykrywa cieniutka warstewka osadów dennych. Posyłając przynętę w
takie miejsce, możemy być pewni brania pasiastego rozbójnika. Stadka
okoni równie chętnie przebywają w pobliżu krzaków, których gałęzie
ścielą się nad wodą. W takim miejscu wystarczy ciche podejście i opuszczenie
niewielkiego twisterka, który będzie opukiwał delikatnie dno. Musimy
oczywiście liczyć się ze stratami przynęt, zaczepów jest tu bowiem
co niemiara.


Po przejściu kilometra brzegi staja się mniej strome i łatwiej dostępne.
Rzeka oferuje nam na przemian dołki, wypłycenia, przykosy, zakręty,
wsteczne prądy, małe wysepki i wiele innych atrakcji. Od wędkarza
zależy czy będzie potrafił to wszystko odpowiednio wykorzystać. Pod
koniec dnia powinno nam się udać dotarcie do starorzeczy położonych
przy wsi Łęgi . Wciąć nienasyceni mogą liczyć tu na kolejne okonie
i szczupaki. Powrót radzę zorganizować wzdłuż pobliskiej szosy, skróci
to nam drogę do bazy, do około 1,5 h.

Następnego dnia stratujemy w górę rzeki, w stronę przejścia granicznego
w Kukurykach . Dla odmiany można się nastawić na bolenia lub sandacza,
lecz to rzeka a nie my, będzie dyktować warunki. Z tego właśnie odcinka
pochodzi mój pierwszy rzeczny sandacz. Wziął na wleczonego przy dnie
żółtego rippera z czerwonym grzbietem. Bolenie czasem zapędzają się
pod same nogi wędkarza - są naprawdę potężne. O rybności rzeki można
się przekonać przed nadchodząca burzą. Wszystko wtedy ożywa, mnóstwo
ryb podpływa do powierzchni i spławia się z głośnym pluskiem. Takie
chwile dają wędkarzowi wiarę, że a nuż dziś padnie kolejny życiowy
rekord. Nad taką wodę chętnie się powraca.