KOMERCJA
Podczas
piątkowego popołudnia przygotowywałem się psychicznie do sobotniego
wyjazdu na klenie. Chciałem wypróbować kilka nowo zakupionych woblerków.
Na wypadek gdyby te zawiodły, zaopatrzyłem się w puszkę niezawodnej
kukurydzy. Wieczorem był jeszcze wypad koedukacyjny na piwo do centrum.
Do 23.00 byłem święcie przekonany, że dane mi będzie złowić klenia.
Aż tu nagle "pip - pip" SMS "Jutro o 7.15 jedziemy na
stawy do Topilca". Ze mną - jak z dzieckiem - za rączkę i na ryby...
po prostu nie mogłem się nie zgodzić, chociażby z tego względu że nie
łowiłem na tym łowisku specjalnym już od 2 lat.
Już w sobotę dowiedziałem się od Pawła, że ostatnio łowił on na tych
stawach karpie i amury o wadze prawie 3,5 kg. Upały sprawiły, że ryby
trawią pokarm znacznie szybciej niż normalnie, a przez to żerują intensywnie.
Był jeszcze jeden powód, dla którego Paweł namówił mnie na wyjazd. Wysokie
temperatury i brak opadów spowodowały osuszenie części stawów. Personel
odłowił ryby (w tym karpie do 12 kg) i przerzucił je do stawów w których
utrzymywał się w miarę wysoki stan wody. Ryby były więc stłoczone na
mniejszym terenie, co powinno zapewnić lepsze wyniki wędkarskie.
Po dojechaniu na miejsce i uiszczeniu opłaty 15 zł (za dzień) rozkładamy
sprzęt nad naszym ulubionym stawem. Jest w nim zatopionych mnóstwo karcz
i korzeni, ale przez to łowienie jest bardziej atrakcyjne i emocjonujące.
Przy obecnym, niskim stanie wody większość karcz jest widoczna pod powierzchnią,
dzięki temu nie będziemy tracić niepotrzebnie zestawów zarzucając w
ciemno. Sąsiedzi, którzy przybyli tam już o świcie skarżą się na słabe
brania, jednak gdzieniegdzie widzę trzepoczące się w siatkach ryby.
Do wody lecą kule zanęty i kawałki ciasta z kaszy manny. Nie będziemy
jednak łowić ani na ciasto, ani na robaki czy kukurydzę. Przynętę naszą
stanowić będzie "wynalazek" Pawła tj. zwykła skórka od chleba.
To właśnie na nią łowił on poprzednio najwięcej ryb. Haczyk nr8, kilka
cm odstępu i zaciśnięta na żyłce 1g śrucina zapobiegająca wynurzaniu
się przynęty, 30cm przyponu na żyłce 0,18 - 0,20mm, koszyk (ew. sprężyna)
- stanowiły całość naszych zestawów. Ja jestem wyposażony w pickera
i krótki mocny kij, a Paweł w dwie wędki karpiowe.
Po pół godzinie pierwsze trącenia, Paweł siedzący bliżej korzeni trzyma
rękę czujnie na dolniku. Płynne zacięcie i ryba ucieka w korzenie, sama
jednak z nich wypływa. Po krótkiej chlapaninie pierwszy amur 2kg ląduje
w podbieraku. U mnie wędki stoją jak zaklęte. Paweł radzi bym zarzucił
przynajmniej jedną wędkę pomiędzy korzeniami. Tak też robię, co prawda
trochę kłopotliwa okazuje się być obserwacja obu wędek na raz. Wychodzę
"za potrzebą", wracając widzę że kompan macha do mnie ręką.
Nie zdążyłem się jeszcze ruszyć, a już widzę że Paweł zaciął zamaszyście.
Niestety ryba wypięła się po kilku sekundach. Zmieniam przynęty na świeże
i postanawiam być trochę bardziej czujny. Odwracam się na chwilę by
wyjąć z torby kanapkę, gdy słyszę jak małpa na mojej wędce uderza o
blank, a ta zaczyna uciekać do stawu. Łapię ją dosłownie w ostatniej
chwili. Po kilku minutach wyciągam na brzeg karpika ok. 2kg. Po chwili
mam kolejne brania na wędce zarzuconej pomiędzy korzeniami. Wyjmuję
jeszcze kilka amurów od 1 do 2 kg i dwa małe karasie.
Przenoszę się między korzenie z drugą wędką, nie chcąc ryzykować utraty
ryby, a co gorsza wędki i kołowrotka. Paweł robi to samo. W chwilę potem
następuje seria brań na jego wędkach. Spomiędzy korzeni w pięknym stylu
wyjmuje dwa amury po ok. 3-3,5 kg. Inni wędkarze mają mizerne efekty,
jedynie jeden pan który zdecydował się łowić, tak jak my, między korzeniami
holuje rybę za rybą. Zbliża się południe, brzegi powoli pustoszeją.
Niektórzy zostaną tu jednak do wieczora, w końcu płacili za cały dzień
wędkowania. Doławiamy jeszcze po amurku i pakujemy wędki.
Robię rybom pamiątkowe zdjęcie i po uściśnięciu im na pożegnanie płetwy
- wypuszczam do wody. Do domu jedzie ze mną jeden amurek około 2kg.
Na tym łowisku w cenę licencji wliczony jest 1kg ryby, a za nadwyżki
trzeba dopłacać. Paweł nie brał ryby, więc zmieściliśmy się we wspólnym
limicie. O godzinie 13.00 byliśmy już z powrotem w Białymstoku.