SPINNING BUGU
Zawody wędkarskie "Spinning Bugu" mają już swoją wieloletnią
tradycję, a jak powiedział podczas inauguracji W. Dębicki - red. naczelny
Wędkarza Polskiego - wszystko co jest tradycją, powinno się podtrzymywać
i kultywować. Obecna, siódma już z kolei edycja tych zawodów przyniosła
jednak pewne zmiany.

W. Dębicki - red. naczelny "Wędkarza Polskiego"
W październikowym numerze WP znalazła się notka mówiąca o tym, że ze
względu na koszty, redakcja zaprzestaje organizowania tej imprezy. Zawody
odbyły się jednak, miały one jedynie zmienioną formułę, która przybrała
charakter spotkania towarzyskiego. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że
kolejne edycje organizowane będą przez osoby prywatne lub koło wędkarskie,
a redakcja Wędkarza Polskiego sprawować będzie nad nimi jedynie patronat.
Na zawody wybrała się silna ekipa spinningistów z Białegostoku. Ja (Artfish),
Paweł, Andrzej i Konrad. Paweł startował już w jednej z edycji Spinningu
Bugu, gdzie zajął wysokie 3 miejsce, można więc powiedzieć, że na tej
imprezie był "starym wyjadaczem". Reszta ekipy startowała
po raz pierwszy.

Cała ekipa z Białegostoku w komplecie.
W Janowie Podlaskim (słynnym na cały świat z hodowli koni czystej krwi
arabskiej) byliśmy już w piątek wieczorem (04 października). Na miejscu
przywitała nas ekipa z redakcji Wędkarza Polskiego, kandydat na wójta
Janowa - zapalony wędkarz, grupka kilkunastu spinningistów, którzy przybyli
tu przed nami oraz właściciel kwatery agroturystycznej, w której mieliśmy
zamieszkać. Wszyscy w doskonałych humorach, czy to za sprawą wspaniałej
atmosfery, która towarzyszy zawsze tego typu imprezom, czy to za sprawą
ilości wypitych trunków. Faktem jest, że poczuliśmy się od razu jak
wśród swoich.
Nasz gospodarz przygotował ognisko z kiełbaskami, podczas którego W.
Dębicki przywitał oficjalnie wszystkich przybyłych i ogłosił zasady
rozgrywania zawodów. W ogólnej klasyfikacji liczyć się miała ogólna
masa ryb złowionych w przeciągu dwóch dni. Pierwszego dnia, w sobotę,
łowić mieliśmy od h 7.00 do 16.00, zaś w niedzielę od 7.00 do 14.00.
Każdy z uczestników otrzymał pamiątkowy znaczek.
Od miejscowych dowiedzieliśmy się, że tak niskiej wody na Bugu nie było
od ponad 25 lat. Na dodatek ciśnienie leciało w dół, a synoptycy zapowiadali
opady deszczu. Nie popsuło nam to jednak humorów i z zapałem zabraliśmy
się za przeglądanie pudełek z przynętami i przygotowywanie wędek.
W sobotę byliśmy na nogach już o 5.30, szybkie śniadanie i tyle nas
widziano. Naszym celem był Bug w okolicy wsi Woroblin. Pierwsze rzuty
przyniosły mi wyjścia do twisterka niewielkich jazi, zaś kolega Konrad
złowił wymiarowego okonia. Woda była niższa od normalnego stanu o ponad
metr, uciąg zaś utrudniał łowienie małymi przynętami. Rzeka była czytelna,
widać było część zalanych drzew, przykosy były dostępne w woderach,
ryby jednak jakby się zapadły pod ziemię. Dopiero po 2 godzinach na
3cm kopytko z 4g główką udało mi się złowić 20cm okonia. Wyskoczył z
kępy traw, w zastoisku za niewielkim krzaczkiem. Kilkadziesiąt metrów
dalej Paweł miał "obcinkę" na okoniowym zestawie. Szczupak
ten, jak się później okazało mógł dać mu miejsce "na pudle".
Po 11.00 rozpadał się deszcz, który towarzyszył nam już do końca połowów.
Do tego dodać należy przenikliwy, zimny wiatr i przeziębienie murowane.
Podziwiam szczerze moich kolegów, którzy w tych warunkach zdołali wydłubać
kilka okoni (Paweł 5szt., Konrad 2szt. i Andrzej 2szt.). Wynik mizerny
jak na prawie 9 godzin łowienia, ale każdy z nas przyniósł coś do wagi.
Deszczowa pogoda sprawiła, że wyniki u innych były podobne.
Niedziela przywitała nas słońcem. Gdy schodziliśmy do samochodu (h.
6.00), z piętra niżej dochodziły jeszcze słabnące powoli odgłosy imprezy
integracyjnej. Po drodze na łowisko (zakręty powyżej Woroblina) czekała
nas jeszcze kontrola Straży Granicznej.
Już w pierwszym rzucie na malutkiego twisterka zaatakował mikro szczupaczek.
Po godzinie zostałem sam, reszta popędziła we wszystkich możliwych kierunkach.
Andrzej cofając się do upatrzonego starorzecza, dał mi znać że przy
zatopionych drzewach widział sandacza, który zapędził się na płyciznę
w pogoni za ukleją. Zanim tam dotarłem zdołałem stracić kilka przynęt.
W jednym z kolejnych rzutów miałem branie, a na końcu wędki zawisł półmetrowy
szczupaczek.

Serce zabiło mi mocniej, gdy zaczął kręcić młynki przy brzegu, udało
mi się jednak wyślizgiem wyciągnąć go na brzeg. Kilkanaście metrów dalej
na duże kopyto miałem kolejne branie. Ripper został rozcięty prawie
do haka, ryby jednak nie udało mi się zaciąć. Koledzy widząc moje wyniki
zdecydowali się nie zmieniać miejsca łowienia. Paweł i Konrad mieli
jednak utrudnione zadanie, gdyż zostawili wszystkie duże przynęty i
ciężkie główki w bazie, nastawiając się tylko na łowienie okoni. Głębokie
zakręty i płynąca dość szybko woda nie były ich sprzymierzeńcami. Około
godziny 12.00 Andrzej złowił szczupaka 51cm, a pół godziny później dołowił
na algę nr2 pięknego okonia 26cm. Ja w chwilę później dorzuciłem do
swoich trofeów szczupaka 49cm i to była ostatnia ryba jaką dane nam
było zobaczyć tego dnia. Widzieliśmy co prawda prawie metrowej długości
szczupaka, niestety w postaci rozkładającej się przy brzegu padliny.
W Bugu żyją piękne ryby - sumy, sandacze, szczupaki, okonie i wiele
innych. Jak jednak mówił W. Dębicki - wędkarz nie łowi tu ryb gdy chce,
lecz łowi je wtedy gdy te chcą dać mu się złowić.

Podczas ważenia ryb - sensacja, pomimo lepszej pogody spinningiści przynieśli
do wagi tylko kilka okonków. Jedynie kolega z Siemiatycz, który wczoraj
wygrał turę, dziś miał do wagi szczupaczka i okonia. Ja ze swoimi dwoma
zębaczami o łącznej wadze 1,5kg zagarnąłem niedzielną turę na swoje
konto. Już wtedy wiedziałem, że będę w czołówce. Gdy pakowałem się,
do pokoju wpadł Paweł z informacją, że są już wstępne wyliczenia, według
których jestem na drugim miejscu. Zatkało mnie trochę, bo nie spodziewałem
się tak wysokiej lokaty - wspaniały prezent sobie "zafundowałem"
w dniu imienin.
Oficjalne wyniki potwierdziły punktację:
- I miejsce - kol. Ryszard W. (Siechnice) - 2496 g.
- II miejsce - ja czyli Artfish (Białystok) - 1588 g.
- III miejsce - kol. Andrzej T.(Białystok) - 1082 g.

Pomimo iż zawody miały charakter towarzyski, to Wędkarz Polski stanął
na wysokości zadania i oprócz pamiątkowych znaczków ufundował również
nagrody z pierwsze 5 miejsc. Zwycięzca otrzymał wędkę zaprojektowaną
przez Z. Kawalca i kołowrotek. Ja otrzymałem kołowrotek Okuma - Avenger
AV30, firmową czapeczkę i koszulkę. Na pożegnanie usłyszeliśmy "do
następnego razu" i myślę że następny raz musi być, gdyż już dziś
wpisałem "Spinning Bugu" na stałe do swojego wędkarskiego
kalendarza.